|
Archiwum
Zakładki:
LINKI
|
wtorek, 28 kwietnia 2009
nowa wersja popularnego reality show DOM Z WIELKIEGO GRATA W artykule z 22 lutego donosiliśmy, że w związku z wydatkami poniesionymi na wynajęcie prywatnego detektywa w celu odkrycia prawdziwej tożsamości Apolinarego Baja, Wydział Prawa UW rozważa odwołanie remontu budynku Collegium Iuridicum I. ![]() - Rzeczywiście, ponieśliśmy spore koszty związane z tamtą operacją, były one jednak niezbędne w celu unieszkodliwienia tego trutnia, zatruwającego spokój pracowników naukowych WPiA - przyznaje dziekan Krzysztof Rączka - jednak remont tak zwanego "starego wydziału" jest dla nas sprawą absolutnie priorytetową. Na szczęście znalazło się rozwiązanie. - Postanowiliśmy wykupić od stacji TVN prawa do znanego reality show i dostosować jego koncepcję do naszych potrzeb - tłumaczy prodziekan ds. finansowych Elżbieta Łojko - w tym celu wybudowaliśmy specjalne pomieszczenia na terenach ogrodów Biblioteki Uniwersyteckiej, które nazwaliśmy Domem z Wielkiego Grata. Już od kwietnia zamieszkają w nim pracownicy Instytutu Historii Prawa oraz Instytutu Prawa Karnego. - Nasze codzienne życie będzie śledzone przez wszechobecne kamery - wyjaśnia Rafał Sikorski odpowiedzialny za techniczną stronę programu, a jednocześnie jego uczestnik - transmisja będzie odbywać się na żywo w internecie na stronach USOS-u, zaś retransmisja w stacji TVN. Co tydzień będzie odpadać jeden spośród nominowanych uczestników programu, zaś nad wszystkim będzie czuwał Wielki Grat, czyli gospodarz programu. Mamy nadzieję, że zyski ze sprzedaży reklam znacznie przewyższą koszty uzyskania licencji. To ciekawe przedsięwzięcie techniczno-finansowe spotkało się z zainteresowaniem świata mediów. - Uważam, że Wydział Prawa w twórczy sposób korzysta ze sprawdzonych pomysłów - twierdzi Grzegorz Miecugow, prezenter I edycji reality show Dom Wielkiego Brata - osobiście bardzo jestem ciekaw jak zakończy się ta rywalizacja. Dotychczasowe doświadczenie uczy, że w pierwszej kolejności odpadają uczestnicy najmniej atrakcyjni wizualnie i niewzbudzający szerszej sympatii publiczności. Z tą opinią głęboko nie zgadza się profesor Zakrzewski z Instytutu Historii Prawa: - Uważam, że w tej grze liczy się coś więcej niż wygląd zewnętrzny. Osobiście podejrzewam, że studenci głosujący w ankietach, będą chcieli, aby w pierwszej kolejności, przed sesją odpadli uczestnicy uchodzący za tak zwanych "łatwych egzaminatorów". Dlatego wysoko oceniam swoje szanse na dłuższe pozostanie w programie, natomiast osobiście szkoda mi kolegi Pietrzaka. Przypominam również, że pierwszą edycję polskiego "Big Brother'a" wygrał Janusz Dzięcioł, osoba drugiej młodości, a nie np. modelka Alicja Walczak. Początek zmagań nastąpi najprawdopodobniej z końcem kwietnia. UWAGA, NASZA REDAKCJA POSZUKUJE OSÓB DO KONTYNUOWANIA TRADYCJI SERWISU WPIALTERNATIVE. WYMAGANIA: * DOBRY WARSZTAT JĘZYKOWY * SPECYFICZNE POCZUCIE HUMORU * MOTYWACJA WEWNĘTRZNA ZGŁOSZENIA PROSIMY NADSYŁAĆ NA ADRES APOLINARY_BAJ@GAZETA.PL
niedziela, 22 lutego 2009
DEKONSPIRACJA APOLINAREGO BAJA!! To musiało kiedyś się stać! Władze Wydziału Prawa i Administracji postanowiły dołożyć wszelkich starań, aby ustalić tożsamość Apolinarego Baja, redaktora naczelnego serwisu wpialternativ.blox.pl. - Kroplą, która przepełniła kielich były ostatnie publikacje – zdradza dziekan WPiA UW profesor Krzysztof Rączka – kolega z Instytutu Historii Prawa, profesor Zakrzewski aż kipiał ze złości po ostatnim artykule. Postanowiliśmy wynająć prywatnego detektywa, którego zadaniem było ustalenie prawdziwej tożsamości Baja. - Śledztwo przyniosło zaskakujące rezultaty – zdradza prodziekan do spraw studenckich Elżbieta Mikos-Skuza – okazało się, że student ów dokonał częściowo autodekonspiracji, pisząc o Apolinarym Baju w swojej pracy magisterskiej, którą obronił 10 grudnia 2008 roku. Apolinaremu Bajowi poświęcił ustęp zatytuowany „Satyra jako kontratyp wyłączający bezprawność naruszenia dobra osobistego”. Tą osobą okazał się być student Tomasz Tadla, immatrykulowany w 2002 roku. - Ten nicpoń może w swojej pracy magisterskiej twierdzić, że satyra wyklucza dochodzenie roszczeń z art. 24 kodeksu cywilnego, ale niech ja go dorwę w swoje ręce, wtedy przekona się na własnej skórze, co to jest sprawiedliwość – wyznaje zdenerwowany profesor Zakrzewski – Pomijam już krzywdy doznane przez moją rodzinę, ale ubiegłoroczna publikacja pokrzyżowała nam plany promocyjne płyty mojej i DJ’a Stempka. W naszym serwisie ujawniamy zdjęcie Apolinarego wykonane przez zatrudnionego detektywa. Okazuje się, że ze względu na jego wysokie honorarium, konieczne było dokonanie cięć w wydziałowym budżecie. Władze wydziału rozważają możliwość odwołania remontu Collegium Iuridicum I. ![]() DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM CZYTELNIKOM!!!
poniedziałek, 19 stycznia 2009
popłoch na Wydziale Prawa UW NOWE PROROCTWA MICHALINY DŁUGOPOLSKIEJ Sensacja! Wygląda na to, że 2009 będzie kolejnym rokiem obfitującym w niecodzienne wydarzenia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Informowaliśmy już o niezwykłych planach profesora Zakrzewskiego i doktora Stępkowskiego. Okazało się, że na tym nie koniec. Przy okazji prac przygotowujących generalny remont tak zwanego „starego wydziału”, na strychu Collegium Iuridicum I odkryto kolejne proroctwa Michaliny Długopolskiej, XIX-wiecznej wieszczki, siostrzenicy Jana Wincentego Badtkiego, pierwszego dziekana stołecznego wydziału prawa. Przypomnijmy, o pierwszym odkryciu, informowaliśmy już trzy lata temu w artykule pod tytułem „Tajemnica wydziałowego sejfu”. - Okazało się, że tym razem Michalina spisała swoje przepowiednie w formie sztuki teatralnej, rozpisanej na role. Co ciekawe bezbłędnie przewidziała nazwiska aktorów biorących udział w tym przedstawieniu, wraz z ich stopniami i tytułami naukowymi – zdradza Anna Rosner, zaangażowana w tłumaczenie odnalezionego manuskryptu – ze wstępu wynika, że wydarzenia przedstawione w sztuce mają wydarzyć się na „wiosnę roku szczura”. - To ciekawe, ale zgodnie z kalendarzem chińskim właśnie 2009 jest rokiem szczura – zauważa dziekan i profesor Uniwersytetu Warszawskiego doktor habilitowany Krzysztof Rączka – można też posłużyć się inną interpretacją. Mieliśmy dużo pracy przy odszczurzaniu starego wydziału, w związku z planowanym remontem. Ta operacja była konieczna w związku z planami zamontowania windy w miejscu dzisiejszego bufetu „Szafot”, ale dzięki temu teraz już nikt nie powie, że na wydziale prawa mamy do czynienia z wyścigiem szczurów. - Odnaleziona sztuka Michaliny może być ukoronowaniem obchodów dwustulecia WPiA UW – dodaje dr Rosner – szkoda tylko, że szef Instytutu Historii Prawa nie będzie mógł wziąć w nich udziału. Po przeczytaniu proroctwa do reszty wyłysiał i musiał wziąć urlop dla poratowania zdrowia. - Chociaż nie jestem rasistą z natury to nie chcę mieć wnuków zielonoskórych – zauważa profesor Zakrzewski – tak zwane „proroctwo” Michaliny to zamach na dobra osobiste mojej rodziny, a zwłaszcza mojej córki. Jak się dowiedzieliśmy Michalina napisała, że córka profesora Hanna Zakrzewska, ma zostać dziewczyną Marsjanina, który przybędzie na Wydział Prawa w ramach programu Socrates-Erasmus. Dyrektor Instytutu Historii Prawa znalazł niecodziennego sojusznika w osobie profesor Krystyny Pawłowicz: - Wiara w proroctwa ma charakter pogańskiego obrzędu, coraz częściej spotykanego we współczesnej Europie – zauważa – w dodatku ci kosmici... na pewno chcą wykupić polską ziemię! Nie możemy dopuścić do żadnych wizyt o takim charakterze! Innego zdania jest przebywający na zesłaniu w Krakowie ks. dr hab. Franciszek Longchamps de Berier – Jestem zaskoczony reakcją profesora Zakrzewskiego, nigdy nie należał do ludzi ortodoksyjnych, jego umysł był otwarty na inność. Wszak kosmici to również stworzenia boże. Jeżeli Hanna Zakrzewska będzie chciała zinstytucjonalizować swój związek, to chętnie udzielę jej ślubu. – Jakże on może czynić z mej córki żonę, czegoś co nawet nie jest ochrzczone? – zastanawia się tymczasem profesor Zakrzewski. – doniosę na niego do biskupa, oj Franek jeszcze rozboli cię... kuper. Konflikt być może znajdzie finał w sądzie biskupim. Tymczasem w ostatnich strofach sztuki Michalina twierdzi, że w pierwszych dwóch miesiącach nowego roku dojdzie do zdekonspirowania tożsamości Apolinarego Baja.
wtorek, 20 maja 2008
ZAKRZEWSKI I STĘPKOWSKI W BRANŻY MUZYCZNEJ Tego nie spodziewał się nikt! Dwóch kontrowersyjnych pracowników naukowych wydziału prawa UW, postanowiło ograniczyć aktywność uniwersytecką w celu rozpoczęcia kariery w branży muzycznej! Jak się dowiedzieliśmy prof. Andrzej Zakrzewski oraz dr Aleksander Stępkowski postanowili stworzyć duet hip-hopowy. Wprawdzie plotki na ten temat pojawiały się na wydziale od pewnego czasu, jednak sprawa ujrzała światło dzienne za pośrednictwem ostatniego numeru samorządowej gazety Lexu§. - Rzeczywiście, zainteresowani ujawnili swoje plany w udzielonych nam do ostatniego numeru wywiadach, prosili jednak o zachowanie dyskrecji - zdradza redaktor naczelny Lexu§a Aleksander Jakubowski - niestety, nasz edytor podświadomie umieścił na pierwszej stronie nazwiska tych wykładowców obok pseudonimu znanej piosenkarki pop Rihanny. W ten sposób cała sprawa wyszła na jaw, a bystrzy studenci WPiA domyślili się co w trawie piszczy. Większość studentów odniosła się do tego pomysłu entuzjastycznie: - Uczęszczałam na wykłady profesora Zakrzewskego na pierwszym roku i uważam, że posiada on bardzo melodyjny głos - mówi Monika Olesińska, studentka wydziału prawa, śpiewająca w chórze Ab Imo Pectore - wolałabym wprawdzie usłyszeć go wykonującego muzykę chóralną, ale przyznaję, że kapela hip-hopowa to także ciekawe przedsięwzięcie. Mniej entuzjastycznie do tego pomysłu odnosi się córka profesora Hanna Zakrzewska: - Pamiętam z dzieciństwa, że ojciec często śpiewał przy goleniu. Musiał z tym skończyć z powodu skarg sąsiadów. Od tamtej pory nosi wąsy. Sami zainteresowani są wyraźnie podekscytowani swoim pomysłem: - Prawdziwe informacje o nowym zespole, wasze oczy sokole wypatrzyły, chłopcy i dziewczyny, gramy dla was nie bez przyczyny - mówi prof. Zakrzewski, teraz znany jako Mr. Behind-the-bush. - Gatunek Hip-hop niejedno pomieści, będę przemycać konserwatywne treści - dodaje dr Stępkowski, pseudonim artystyczny Dj-Stempek. Jak przyznają obaj artyści, liczą na pomoc samorządu studentów przy promowaniu swojego zespołu. - Z tym może być kłopot - przyznaje przedstawiciel samorządu, Tomasz Lasocki z Listy Żółtej - nie wszyscy nasi koledzy podzielają gusta muzyczne profesora Zakrzewskiego oraz doktora Stępkowskiego. Poza tym mamy dużo pracy w innych dziedzinach. Ja sam odkąd zostałem osobistym masażystą stóp dziekana elekta, profesora Rączki, mam ręce pełne roboty. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy pierwsza płyta duetu, zatytuowana "Zapodaj na prawo" ukaże się jeszcze przed wakacjami.
czwartek, 01 listopada 2007
rozstrzygnięcie konkursu KROGULEC MASKOTKĄ WYDZIAŁU PRAWA! Wiadomość ta dotarła do naszej redakcji późnym wieczorem. Wprawdzie oficjalne rozstrzygnięcie konkursu i ogłoszenie wyników miało nastąpić dopiero między 2 a 7 listopada, ale z informacji uzyskanych przez nas od niektórych członków jury wynika, że dokonało już ono wyboru maskotki obchodów dwustulecia Wydziału Prawa i Administracji UW. Przypomnijmy: konkurs zorganizowany pod patronatem dziekana został ogłoszony we wrześniu. - Bardzo obawialiśmy się o wyniki konkursu – zdradza wyraźnie podekscytowany profesor Tadeusz Tomaszewski – w ciągu pierwszych kilku tygodni otrzymaliśmy jedynie kilka prac, w dodatku były one miernej jakości. Na szczęście w ostatniej chwili, można powiedzieć rzutem na taśmę, zaprzyjaźniona piekarnia dostarczająca wypieki do wydziałowego bufetu „Szafot”, zgłosiła do konkursu zwycięski projekt. Nagrodzona praca: krogulec wypieczony z pumperniklu, poruszyła wyobraźnię kadry naukowej. - Uważam, że ten projekt ma wymiar metafizyczny i skutecznie wyraża problemy egzystencjalne przeciętnego studenta prawa – uważa członek jury, ksiądz profesor Franciszek Longchamps de Berier – przed przyznaniem nagrody uważnie przyglądnęliśmy się zwyczajom krogulców. Okazało się, że w ciągu roku składają one od czterech do sześciu jaj. To ciekawe, ale odpowiada to przeciętnej liczbie egzaminów, które w ciągu dwóch semestrów musi zdać student wydziału prawa, aby uzyskać wpis na następny rok. - To nie koniec – wtóruje mu inny członek jury dr Michał Królikowski – po bliższej analizie, okazało się, że czas wysiadywania jaja przez krogulca wynosi około 33 dni. Tyle mniej więcej trwa sesja na naszym wydziale. Ponadto barwa pumperniklu odpowiada upierzeniu tego gatunku. Trudno w związku z tym kwestionować zasadność dokonanego wyboru! Moim zdaniem wydziałowy krogulec z uniwersyteckim orłem tworzą zgrany tandem. Pierwsze reakcje kadry akademickiej jak i studentów są pozytywne, jednak udało nam się ustalić, że zdania odrębne do werdyktu jury zgłosili magister Rafał Sikorski i profesor Sójka-Zielińska. W wydanym przez nich wspólnym oświadczeniu czytamy „(...) uważamy, że wydział prawa zasługuje na to, aby być reprezentowanym przez bardziej szlachetne ptactwo niż drapieżny krogulec, naszym zdaniem dokonany wybór to nie żaden strzał w dziesiątkę, ale zwykły zakalec.” Tymczasem władze wydziału jeszcze w tym miesiącu zamierzają ogłosić przetarg, w którym przyznają licencję na wypiek krogulców jednej ze stołecznych piekarni.
poniedziałek, 27 sierpnia 2007
POLSKIE PSZCZOŁY W NIEBEZPIECZEŃSTWIE? nietypowy projekt zmian w kodeksie cywilnym W dobie przemian rynkowych i przejścia z gospodarki centralnie sterowanej do gospodarki rynkowej, problem przekształcenia i zreformowania wielu instytucji cywilistycznych stał się warunkiem koniecznym udanej transformacji. Niestety okazuje się, że pewne istotne materie zostały zignorowane w czasie trzech systemowych reform kodeksu cywilnego, jakie miały miejsce w 1990, 1996 i 2003 roku. Okazuje się, że zaniechanie pozornie błahych materii może mieć katastrofalne skutki w skali całego kraju. - Od kilku lat obserwuję, że z każdym rokiem drzewa owocowe obradzają w coraz mniejszą ilość jabłek, gruszek, a w ostatnim roku nawet śliwek - mówi profesor Michał Pietrzak z Wydziału Prawa UW, zapalony działkowicz - od kilku lat razem z kolegami zastanawialiśmy się, co może być przyczyną tego stanu rzeczy. Odpowiedź na to pytanie okazała się mieć prawnicze inklinacje. - Redagując w latach sześćdziesiątych kodeks cywilny opieraliśmy się na obserwacjach poczynionych przez biegłych, którzy badali zachowania społeczne zarówno ludzi jak i zwierząt w warunkach gospodarki centralnie planowanej - zauważa Tomasz Dybowski członek Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego - w związku z tym uznaliśmy, że rój pszczół w myśl art. 182 KC stanie się niczyim, jeżeli właściciel nie odnajdzie go przed upływem trzech dni od daty wyrojenia. Niestety nie mogliśmy przewidzieć jak bardzo wzrośnie mobilność polskich pszczół po naszej akcesji do Unii Europejskiej. - Skutki okazały się katastrofalne - twierdzi profesor Pietrzak - wielu znajomych pszczelarzy było już blisko odnalezienia roju w ustawowym terminie, ale upływ czwartego dnia niweczył cały wysiłek. W związku z powyższym nie dochodzi do zapylenia, a kwiatostan staje się z roku na rok coraz uboższy. W celu rozwiązania narosłego problemu zwróciłem się o pomoc do kolegów z instytutów prawa konstytucyjnego i cywilnego. - Wspólnie z doktorem Kamilem Zaradkiewiczem uznaliśmy, że trzeba nagłośnić całą sprawę, a zagadnienie własności roju uczynić problemem narodowym IV Rzeczypospolitej - mówi profesor Marek Zubik, wybitny konstytucjonalista - dlatego postanowiliśmy zrezygnować z tradycyjnego procesu legislacyjnego i oprzeć się na art. 118, ust. 2 konstytucji z 1997 roku przyznającym inicjatywę ustawodawczą grupie 100 000 obywateli. Chcemy, aby wraz z wejściem w życie zmian w kodeksie cywilnym, rój pszczół stawał się niczyim w ciągu pięciu dni od dnia wyrojenia. Jego właściciel otrzyma więc dodatkowe 48 godzin na niezbędne poszukiwania. Jeszcze we wrześniu zamierzamy rozpocząć zbieranie podpisów wśród studentów i pracowników wydziału prawa. Jednak ten akt obywatelskiej troski już teraz spotkał się ze zrozumieniem i szerokim odzewem wśród teoretyków i praktyków. - Uważam, że to bardzo patriotyczna inicjatywa - mówi dr hab. Krystyna Pawłowicz - od momentu wstąpienia Polski do Unii Europejskiej obserwuję zjawisko migracji polskich pszczół miodnych z gatunku apis mellifera za zachodnią granicę. Wydłużenie czasu na pogoń za rojem ma żywotne znaczenie dla interesu polskich pszczelarzy, dlatego popieram projekt całym sercem. Problem zapylenia nurtuje także szerokie kręgi studenckie. - Właśnie powiadomiliśmy autorów artykułów do grudniowego wydania Przeglądu Prawniczego UW o przesunięciu ich publikacji na marzec 2008 - mówi zastępca redaktora naczelnego PP UW Emilia Wojtkowska - chcemy bowiem najbliższy, świąteczny numer poświęcić całkowicie problemom pszczół, zapylenia i niezbędnych zmian ustawodawczych. Chcielibyśmy, żeby polski sejm zajął się tym zagadnieniem tak szybko jak to tylko możliwe. Uważamy, że zagadnienie zapylania swoją wagą dorównuje tzw. ustawie Euro 2012. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy prawnicy ze stołecznego wydziału prawa chcieliby, żeby zmiany w kodeksie weszły w życie jeszcze przed najbliższym okresem wegetacyjnym.
niedziela, 30 kwietnia 2006
BLASKI I CIENIE USOSU W tym roku po raz pierwszy studenci ze stołecznego wydziału prawa dokonają od początku do końca rejestracji na egzaminy poprzez system USOS. - Chodziło nam przede wszystkim o wyeliminowanie tzw. kombinatoryki - zdradza Rafał Sikorski, pełnomocnik dziekana ds. wdrażania systemu USOS na WPIA - tajemnicą Poliszynela był fakt, że dotychczas studenci robili wszystko żeby trafić na tak zwanych "łatwych egzaminatorów". W zeszłym roku miarka się przebrała. O ile profesor Zakrzewski już w maju opalał się na Seszelach to profesorowi Pietrzakowi zwiędły wszystkie pomidory na jego podwarszawskiej działce, gdyż z nadmiaru obowiązków związanych z egzminowaniem nie mógł ich doglądać przez blisko dwa miesiące. - Kazus pomidorów Pietrzaka był kroplą, która przelała kielich - uważa dziekan wydziału prawa UW, profesor Tadeusz Tomaszewski - postanowiliśmy, że począwszy od roku akademickiego 2005/2006 internetowa rejestracja na egzaminy będzie jedyną dostępną studentom opcją. Specjalny algorytm przydzieli każdemu wykładowcy grupę studentów, którą będzie musiał przeegzaminować. Nie będzie możliwości wprowadzania żadnych zmian. Okazuje się, że jednak nie wszystko poszło zgodnie z planem. - Udało nam się napisać algorytm który przydziela określonego studenta do określonej grupy egzaminacyjnej spośród kilku grup dostępych dla danego przedmiotu - Rafał Sikorski nie ukrywa swojego zdenerwowania - nie przewidzieliśmy jednak że USOS wymiesza nazwiska egzaminatorów pomiędzy zupełnie nie spokrewnionymi ze sobą dziedzinami prawniczymi. - Jestem załamany - zdradza proszący o zachowanie anonimowości student III roku - przez cały semestr uczęszczałem na wykład specjalizacyjny doktor Rosner "Sytuacja prawna kobiety w XIX i XX wieku", teraz USOS przedzielił mi profesora Zakrzewskiego jako egzaminatora z tego przedmiotu, a ten jak wiadomo ma nieco odmienne poglądy w tej materii. Zakuwam dniami i nocami, żeby zweryfikować pewne feministyczne teorie... Komentarza odmawia ks. dr hab. Franciszek Lonchamps de Berier: - Niestety nie mam czasu na spotkania z dziennikarzami, do jutra muszę przeczytać książkę "Europejska Filozofia Prawa" profesor Szyszkowskiej - przyznaje z lekkim zażenowaniem - system USOS zdecydował, że w tym roku powiniennem sprawdzić wiedzę studentów właśnie w tej materii. Ksiądz profesor nie ukrywa jednak, że ma pewne problemy z przyswojeniem niektórych teorii swojej koleżanki z wydziału. Dowiedzieliśmy się, że część studentów pisze petycję do prodziekana ds. spraw studenckich, w której zwróci się z prośbą o rezygnację z korzystania z systemu USOS w tym roku akademickim. Profesor Rączka pozostaje jednak nieugięty: - Człowieka można oszukać, ale nie komputer. Skoro USOS zdecydował tak a nie inaczej to zapewne ma rację i proszę z nim nie dyskutować. Ostatnie wzmożone ataki na ten system są przejawem niezadowolenia pewnych grup interesu na wydziale. Za mojej kadencji zamierzam się z nimi rozprawić. A teraz państwo wybaczą ale jutro prowadzę egzamin w Szkole Prawa Hiszpańskiego i muszę trochę podszlifować mój español.
wtorek, 22 listopada 2005
USTRÓJ WIOSKI SMERFÓW KONFERENCJA WYDZIAŁOWA W ostatnim czasie na wydziale prawa UW pojawiły się pogłoski jakoby przygotowywana była specjalna, ogólnowydziałowa konferencja naukowa, poświęcona pierwszym posunięciom nowego rządu. Cała rzecz rozeszła się o popularną dobranockę, opowiadającą o niebieskich skrzatach Smerfach zmagających sie ze złym czarownikiem Gargamelem. - Niespecjalnie nam się podoba ze Smerfy żyja w komunie - przyznaje rzecznik prasowy Lecha Kaczyńskiego Adam Bielan - ich wioskę charakteryzuje daleko posunięta decentralizacja, Papa Smerf jest tylko figurantem, obawiamy się, że może to negatywnie wpłynąć na propaństwowe instynkty młodych Polaków. Niepokoi też brak kościoła we wiosce. Dlatego domagamy się od Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji usunięcia "Smerfów" z jesiennej ramówki. Na pomoc znanej dobranocce postanowili wyruszyć prawnicy ze stołecznego wydziału prawa. - Zwołaliśmy specjalną konferencję naukową na której głos zabiorą wybitne autorytety z dziedziny prawa konstytucyjnego - wyjawia Witold Borysiak, sekretarz rady kół naukowych wydziału prawa UW - postaramy się dowieść że ustrój wioski Smerfów oparty jest na klarownych zasadach i mógłby wnieść kilka twórczych koncepcji do projektu konstytucji IV Rzeczypospolitej. - Moim zdaniem funkcjonowanie tej wioski oparte jest przede wszystkim na dobrze działającej administracji - uważa profesor Piotr Winczorek, wybitny konstytucjonalista, współtwórca obecnej konstytucji - weźmy sobie chociaż odcinek w którym Papa Smerf postanowił powołać do życia straż pożarną mającą zapobiec kataklizmom cyklicznie nawiedzającym wioskę. Co prawda to Pracuś opracował projekt wozu strażackiego, ale jego obsługą zajmowała się już cała lokalna społeczność. Trudno o lepszy przykład wioski "solidarnej"! Reprezentantem strony rządowej na konferencji ma być znana z konserwatyzmu i antyunijnych poglądów dr prawa gospodarczego Krystyna Pawłowicz: - Widziałam tylko kilka odcinków, ale to mi wystarczy - wyznaje - znamiennym jest że na stu Smerfów w całej wiosce jest tylko jedna Smerfetka. Może to świadczyć o uprawianiu tam zgubnych praktyk seksualnych. Nie dziwi w związku z tym fakt, że twórca tej dobranocki Peyo, był z pochodzenia Belgiem, urodzonym w stolicy zepsucia Brukseli. Oprócz zwołanej na początek grudnia konferencji, wydział prawa planuje wystawić sztukę o życiu w wiosce Smerfów. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy rolę Gargamela powierzono profesorowi Andrzejowi Zakrzewskiemu.
sobota, 19 listopada 2005
TAJEMNICA WYDZIAŁOWEGO SEJFU Nigdy specjalnie nie przykuwał uwagi, służąc głównie jako stolik pod sadzonki dekorujące wnętrza Collegium Iuridicum I. - Wielokrotnie widziałam, jak studenci używali go co najwyżej w charakterze miejsca do "odsapnięcia" czy uporządkowania notatek - zdradza atrakcyjna brunetka z kucykiem z pobliskiego punktu ksero. Jednak kilka dni temu sejf znajdujący przy zejściu do szatni na tzw. starym wydziale znalazł się w centrum uwagi. Sprzątaczka wykonująca swoje codzienne obowiązki odkryła, że drzwi od sejfu otworzyły się, a w środku znajduje się plik XIX-wiecznych manuskryptów. Natychmiast powiadomiła o tym władze wydziału. Dziekan Tomaszewski przyznaje - Faktycznie w sejfie ukryte zostały cenne notatki, po bliższej analizie okazało się, że są to zaginione proroctwa Michaliny Długopolskiej, słynnej wieszczki z czasów epoki napoleońskiej, siostrzenicy Jana Wincentego Bandtkiego, pierwszego dziekana Wydziału Prawa UW. Niestety zostały one zapisane w języku staro-greko-ruskim, zleciliśmy już ich przetłumaczenie naszym kolegom z Instytutu Historii Prawa. Dyrektor instytutu, profesor Andrzej Zakrzewski pozostaje jednak bardziej enigmatyczny: - Otrzymaliśmy do przetłumaczenia około sto siedemdziesiąt wersów. Michalina posługiwała się skomplikowanych szyfrem, musimy pamiętać, że żyła w burzliwych czasach i nie mogła napisać wszystkiego wprost. Przy tłumaczeniu proroctw zawsze staramy się zachować szczególną ostrożność, żeby niczego nie przekręcić, dlatego dotychczas udało nam się rozszyfrować jedynie osiem wersów: Gdy smok buchać dymem skończy, I przy Wiśle i na skarpach Jednak już te krótkie wersy wywołały spore poruszenie wśród kadry akademickiej. - Jeżeli chodzi o smoka który kończy buchać dymem to myślę, że wieszczka mogła mieć na myśli prodziekana Petzla, znanego z paradowania przez korytarze WPiA z papierosem w ręku, który właśnie skończył swoją kadencję - zastanawia się dr Anna Rosner - jeżeli zaś chodzi o rok trzeciego bliźniaka to Michalina mogła mieć na myśli Andrzeja Leppera, którego ostatnio jest określany tym mianem ze względu na wsparcie udzielane partii braci Kaczyńskich. - Nie mogę się zgodzić z taką interpretacją - strofuje swoją koleżankę nowy prodziekan ds. studenckich profesor Rączka - proroctwo wyraźnie odnosi tylko do wydziału prawa i nie zawiera żadnych wątków politycznych. Trzeci bliźniak to moim zdaniem oddany w tym roku do użytku trzeci po Lipowej i Krakowskim Przedmieściu budynek naszego wydziału. Profesor odmówił jednak skomentowania sugestii studentów, jakoby to on miał być "nowym smokiem", z powodu którego ci ostatni mają płakać. Niemałe trudności interpretacyjne stwarza również wers trzeci. "sosu wspak" - zastanawia się Rafał Sikorski - to ciekawe ale słowo "sosu" wspak to po prostu USOS, być może Michalina przewidziała pewne trudności związane z wdrażaniem systemu informatycznego na naszym wydziale i zasugerowała, że cofnie nas to "wspak" czyli do wcześniejszej epoki. Z oczywistych przyczyn, nie mogę się zgodzić z takimi zarzutami. Tymczasem, popularność wydziałowej przepowiedni spotkała się z ostrą reakcją kościoła katolickiego. Dr hab. ks. Longamps de Berier zagroził nałożeniem klątwy na wszystkich którzy będą kierować się jej słowami w codziennym życiu. - Uważałbym z tak ostrą reakcją - kontruje swojego kolegę profesor Witold Wołodkiewicz - zostało nam jeszcze sporo do przetłumaczenia i na jaw może wyjść niejedna niespodzianka. Praca w Instytucie Historii Prawa wre.
wtorek, 30 sierpnia 2005
AWANS APOLINAREGO BAJA!!! Sensacja! Nasz szef, Apolinary Baj, redaktor naczelny niezależnego serwisu internetowego poświęconego Wydziałowi Prawa i Administracji UW (http://wpialternativ.blox.pl/) otrzymał awans zawodowy!! - Poproszono mnie abym robił to co do tej pory, to znaczy abym opisywał jedną z placówek naukowych szkolących przyszłych prawników - ujawnia - tyle, że przez najbliższy rok będę to robił na jednym z zagranicznych uniwersytetów Europy Zachodniej! Kiedy pytamy którego, odpowiada zwięźle: - Tego niestety nie mogę wyjawić, moja praca nie wymaga rozgłosu. Dziennikarskie śledztwa muszę prowadzić bez krępującego światła reflektorów. Obawiam się, że mogłyby się pojawić różnego rodzaju naciski z zewnątrz. Okazuje się, że za awansem Baja stoi jeden z adiunktów wydziału prawa, dr Jakub Urbanik: - Efekty pracy pana Apolinarego, jak i jego pomysły racjonalizatorskie zrobiły na mnie duże wrażenie, dlatego nie zawahałem się ani przez chwilę, gdy okazało się, że ten żurnalista i przyszły prawnik może zdobywać niezbędny szlif zawodowy na jednym z zagranicznych uniwersytetów - zdradza. Czy jednak brak takiej osoby w Warszawie, nie zaszkodzi wydziałowej codzienności? - Nie mam takich obaw. Pan Baj w czasie swej dziennikarskiej działalności zdobył duże grono sympatyków. Niektórzy z nich dodawali nawet adres serwisu do swoich sygnaturek na forum gazety wyborczej, za co, jak mi sam mówił, Baj jest bardzo wdzięczny. Można zaryzykować stwierdzenie, że duch Baja pozostanie z nami, nawet gdy ciałem będzie daleko stąd. - mówi doktor prawa rzymskiego. A czy samemu zainteresowanemu nie będzie brakowało wydziałowej rzeczywistości? - dopytujemy nachalnie: - Zawsze pozostaje pewien sentyment - przyznaje wzruszony naczelny - zdążyłem się przywiązać do większości bohaterów moich artykułów, wielu z nich informowałem zresztą o kolejnych publikacjach przez pocztę eletroniczną. Mam nadzieję, że nikt nie poczuł się obrażony. Te artykuły to w gruncie rzeczy dowód mojej uszczypliwej sympatii. Chciałbym jednocześnie podziękować wszystkim czytelnikom i sympatykom, zwłaszcza tym promujących moją stonę w świecie wirtualnym, jak i pozdrowić anonimowego pracownika wydziału, który zarejestrował mój e-mail na pewną grupę dyskusyjną. Jak nam się udało ustalić, nową pracę Apolinary Baj ma zamiar podjąć jeszcze w tym tygodniu.
poniedziałek, 13 czerwca 2005
nieoczekiwane wyróżnienie PIOTR KRUSZYŃSKI Tego nie spodziewał się nikt. Jeszcze do wczoraj wydawało się że listy nominowanych są ostatecznie zamknięte i wśród któregoś z 20 wyróżnionych autorów należy spodziewać się październikowego zdobywcy literackiej nagrody NIKE. - Niestety - zdradza Henryka Bochniarz, jedna z fundatorek nagrody - kilku artystów zapowiedziało wycofanie swojej kandydatury w ramach protestu w związku z działaniami prezydenta Kaczyńskiego, zakazującego sobotniej Parady Równości. W związku z tak przejawianą manifestacją emigracji wewnętrznej musieliśmy czym prędzej znaleźć zastępstwo. Wybór padł na profesora Kruszyńskiego i jego osławioną "książkę z młotkiem". - To znakomite posunięcie - zgadza się Adam Michnik zasiadający w kapitule - książkę Kruszyńskiego można czytać nawet i cztery razy i nadal do końca nie będzie wiadomo o co w niej chodzi. Każda lektura stwarza pole do nowych interpretacji, podbnie jak w przypadku "Gry w klasy" Cortazara czy "Stu lat samotności" Marqueza! Książka Kruszyńskiego powinna znaleźć się w każdym polskim domu! Okazuje się jednak, że nie wszyscy równie entuzjastycznie podchodzą do tej pozycji. Jeden z członków komisji kodyfikacyjnej prawa karnego wysuwa pod adresem Kruszyńskiego sprecyzowane roszczenia: - Byłem wstrząśniety tą lekturą i wspólnie z kolegami zastanawiamy się nad pozwaniem Kruszyńskiego o plagiat - zdradza - jego książka to w dużej mierze przepisanie słowo w słowo naszego wspólnego dzieła pt. "Kodeks postępowania karnego", wydanego po raz pierwszy w 1997 roku. Kruszyński de facto czerpie profity z cudzej pracy. Naszej pracy! Swojego kolegę z wydziału uspokaja jednak profesor Jan Błeszyński, ekspert od prawa autoskiego: - Zgodnie z artykułem 4, punktem 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z 1994 roku, akty normatywne lub ich urzędowe projekty nie stanowią przedmiotu prawa autorskiego - wyjaśnia - zarzuty są więc zupełnie nieuzasadnione. Tymczasem chcęć ekranizacji nominowanego tytułu wyraził Władysław Pasikowski: - Mam już gotowy scenariusz - ujawnia - muszę się jeszcze tylko dogadać z potencjalnym producentem, wywórnią Heritage Films, z tego co wiem, jej szef Lew Rywin chciałby wzbogacić fabułę o wątki autobiograficzne. Z naszych ustaleń wynika, że profesor z zadowoleniem przyjął wiadomośc tak o nominacji jak i o planach przeniesienia pozycji na duży ekran.
środa, 08 czerwca 2005
wywiad Stary BUW został otwarty już kilka dni temu. Poprosilismy w związku z tym nową panią rektor prof. Katarzynę Chałasińska-Macukow o oprowadzenie nas po wyremonotwanym gmachu. W czasie wycieczki pani Rektor specjalnie dla naszej redkacji odsłoniła kilka tajemnic jakie skrywa stary budynek biblioteczny. - Pani rektor, stary BUW jest już niemal gotowy na przyjęcie studentów, a tymczasem pojawiły się plotki, że mój wydział, to znaczy wydział prawa chce posiąść cały budynek tylko dla siebie. Czy mogłaby pani to skomentować? - No właśnie, skoro już jesteśmy przy prawnikach. Tajemnicą Poliszynela jest to, że jeden z profesorów prawa jawnie dyskryminuje płeć piękną na swoim wydziale. Na wykładach opowiada niewybredne dowcipy, twierdzi, że kobieta z wyższym wykształceniem to dziejowa pomyłka. Czy nie obawia się Pani, że gdy w nowych salach otrzyma nowe gadżety techniczne to zjawisko przybierze na sile? - Rozumiem, ale czy nie boi się Pani, że w nowoczesnych salach i wygodnych fotelach studenci będą zajmowac się wszystkim tylko nie nauką? Juz dziś przecież zanczna część studentów potrafi zasnąć, w co tu ukrywać, niezbyt wygodnych ławkach Auditorium Maximum. Czy nie istnieje ryzyko wyolbrzymienia tych leserskich zjawisk? - A co z "Metrem"? Ulubioną lekturą studentów na niektórych wykładach? - Intrygująca jest również sala na poddaszu z dachem przypominającym te szklarniowe. Niektórzy studenci nazwali ją już kącikiem rastamana. Liczą, że będzie tam można hodować szerko rozumianą roślinność. Jak pani odnosi się do tych zamierzeń? - Dziękuję za rozmowę.
wtorek, 17 maja 2005
wynik dziennikarskiego śledztwa Różnego rodzaju plotki krążyły na ten temat po wydziale już od pewnego czasu, jednak dopiero ostatnio naszej redakcji udało się je zweryfikować. - Nie ma już co dalej ukrywać prawdy, tym bardziej że wygląda na to, że wszystko dobrze się skończy - wyjaśnia nam kierownik Zakładu Prawa Administracyjnego Porównawczego i Gospodarczego dr hab. Mirosław Wyrzykowski - historia zaczęła się w listopadzie zeszłego roku kiedy to ruszyła budowa Collegium Iuridicum III na ulicy Oboźnej. Przypomnijmy, w budowanym nowym gmachu wydziału prawa schronienie ma znaleźć Instytut Nauk Prawno-Administracyjnych, a budowa jest realizowana w 80% z funduszy unijnych. - W tym cały problem - kontynuuje Wyrzykowski - gdy doktor Krystyna Pawłowicz dowiedziała się skąd bedą pochodzić pieniądze na nowy budynek odmówiła przeprowadzki, zagroziła nawet, że przykuje się do kaloryfera na starym wydziale i nie opuści swojego gabinetu. - Uważam się za prawdziwą patriotkę - wyjawia nam pani doktor, najbardziej znana przeciwniczka integracji z Unią Europejską na wydziale - nie mogłabym więc znieść myśli, że mam pracować, pisać prace naukowe czy egzaminować w pomieszczeniach wybudowanych przez eurosodomitów. Proszę pomyśleć o tych wszystkich studentach, których młode umysły mogą przesiąknąć szkodliwymi ideami. - Przez dłuższy czas wyglądało na to, że zakład straci jedną z bardziej barwnych postaci, byliśmy tym bardzo zatroskani - dziekan Tomaszewski mówi już dziś o problemie w czasie przeszłym - na szczęście znalazało się rozwiązanie. - Dokonaliśmy pewnej segregacji materiałów - wyjaśnia kierownik budowy - proszę spojrzeć, płytki wykończeniowe, cement, okna kupowaliśmy na podstawie oddzielnych umów w stosunkach ilościowych 1:4. 20% płatne ze środków uniwersyteckich, 80% z unijnych. Zadbaliśmy o to, żeby przyszły gabinet pani doktor, sąsiadująca z gabinetem toaleta oraz korytarz między toaletą a gabinetem były wybudowane w całości ze środków polskich. Porszę spojrzeć - kierownik wskazuje na ładny gabinet w rogu na drugim piętrze. - Wszystko dobrze - zauważa nasz redaktor - ale gabinet znajduje się na wysokości sześciu metrów, więc żeby tam się dostać pani doktor będzie musiała przejść przez nasycone eurozgnilizną korytarze, jak rozwiązać ten problem? - Pani doktor o wszystkim pomyślała - kierownik gasi nasze obawy - udało jej się pozyskać dwóch poważnych inwestorów: z Torunia i z Urugwaju, którzy sfinansują jej zakup specjalnej platformy, którą będzie podjeżdżać pod okno swojego gabinetu, a następnie wejdzie przez nie do środka. W ten sposób uniknie kontaktu z czymkolwiek co mogłoby przeszkadzać jej w pracy naukowej. - Jestem ukontentowana tym rozwiązaniem - wyjawia doktor Pawłowicz - mam nadzieję że w nowym, wygodnym gabinecie będę miała więcej czasu, żeby poznać słabe punkty Eurokołchozu.
piątek, 13 maja 2005
DR JANUSZ KOCHANOWSKI WYPEŁNIA KWESTIONARIUSZ PROUSTA O wypełnienie kwestionariusza poprosiliśmy pana dra Janusza Kochanowskiego z Instytutu Prawa Karnego UW, prezesa fundacji Ius et Lex, kandydata na eurodeputowanego w 2004 roku, wybitnego znawcę tej dziedzny.
Główna cecha mojego charakteru Cechy, których szukam u mężczyzny Cechy, których szukam u kobiety Co cenię u przyjaciół Moja główna wada Moje ulubione zajęcie Moje marzenie o szczęściu Co wzbudza we mnie obsesyjny lęk Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem Kim (lub czym) chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem Kiedy kłamię Słowa, których nadużywam Ulubieni bohaterowie literaccy Ulubieni bohaterowie życia codziennego Czego nie cierpię ponad wszystko Dar natury, który chciałbym posiadać Jak chciałbym umrzeć Obecny stan mojego umysłu Błędy, które najłatwiej wybaczam
czwartek, 05 maja 2005
kłopotliwa spuścizna "Jeszcze do niedawna wydawało się, że nareszcie skończyły się problemy lokalowe Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego." - donosi majowy numer magazynu "Dom i wnętrze" - "władze WPiA UW postarały się o postawienie pokaźnego budynku na ulicy Lipowej, w remontowanym gmachu starego buwu wydział miał otrzymać kilka sal, a na wrzesień 2005 roku zaplanowane zostało oddanie do użytku nowego lokalu przy ulicy Oboźnej." Niestety wygląda na to, że władze Warszawy mają inne plany dotyczące zagospodarowania przestrzeni Powiśla. - W związku z ostatnimi wydarzeniami oglądneliśmy większość filmów związanych z wizytami papieża Jana Pawła II w stolicy - Michał Borowski, naczelny architekt miasta odrywa twarz od ekranu - zastanawialiśmy się gdzie możnaby upamiętnić tę wielką postać, pomysł podsunął nam klip przedstawiający poświęcenie budynku Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego z 11 czerwca 1999 roku, proszę spojrzeć. Na klipie tym, przewijanym klatka po klatce wyraźnie widać jak w pewnym momencie jeden z guzików papieskiej sutanny urywa się i spada w piwniczne czeluścia. - Zamówiliśmy szczegółowe ekspertyzy, powołalismy dwustuosobowy sztab biegłych - wyjaśnia podekscytowany prezydent miasta Lech Kaczyński - wynika z nich że w miejscu, gdzie spadł guzik znajdowały się wówczas cegły przeznaczone do wykonania wykończeń ściennych budynku Wydziału Prawa i Administracji na Lipowej 4, tak więc papieski guzik musiał zostać wmurowany w jedną ze ścian. Niestety jako że nie możemy ustalić w którą, konieczne będzie rozebranie tego budynku na części pierwsze. - Czy to aby nie za wysoka cena? - pytamy pana prezydenta. - Proszę zrozumieć, to się nam należy jako część naszego dziedzictwa narodowego. - odpowiada honorowy przewodniczący Prawa i Sprawiedliwości. - A guzik im się należy! - wyjątkowo zdenerwowany dziekan wydziału prawa, profesor Tadeusz Tomaszewski nie kryje emocji - wznieśliśmy ten budynek wspólnym trudem, w pocie czoła, nie można teraz pozwolić, aby wszystko legło w gruzach. Wtóruje mu doktor Ewa Gruza z instytutu prawa karnego: - W przypadku decyzji o rozbiórce zaskarżymy decyzję do sądu administracyjnego, znamy najlepszych prawników, ponadto ja sama mam niemałe znajomości wśród posłów, może oni pomogą - zastanawia się - zresztą sprawę można rozwiązać w inny sposób, w Polsce jest kilku jasnowidzów, którzy mogliby wskazać miejsce zamurowania guzika. Ten ostatni pomysł nie przypadł jednak do gustu władzom Warszawy. - To miejsce doznało szczególnego uświęcenia, nie możemy w związku z tym pozwolić, żeby zostało zbeszczeszczone obecnością jakiś szarlatanów - prezydent Kaczyński pozostaje nieugięty - po odpowiednich pracach dostosowawczych na Lipowej 4 mogłoby powstać sanktuarium, planujemy ogłosić w związku z tym konkurs architektoniczny. Dla Wydziału Prawa przygotwaliśmy lokale zastępcze: trwają własnie prace dostosowawcze poddaszy budynku przy ulicy Karowej 18. Zapewnią one właściwe warunki dla edukacji przyszłych prawników. Sprawa prawdopodobnie znajdzie finał w sądzie.
środa, 27 kwietnia 2005
ZASTRZYK DLA WYDZIAŁOWEGO BUDŻETU??? 27 kwietnia 2005 roku Od kilku dni studenci z Wydziału Prawa na Uniwersytecie Warszawskim mają utrudniony dostęp do jednego z uczelnianych budynków. Przed Collegium Iuridicum I na Krakowskim Przedmieściu pojawili się bowiem robotnicy, którzy doszczętnie rozkopali okoliczny teren. O przyczynę prowadzonych prac postanowiliśmy zapytać władze wydziału. - W starodrukach z XIX wieku natkneliśmy się na ciekawą wzmiankę - wyjaśnia dziekan Tadeusz Tomaszewski - wynika z niej że gdzieś okolicach tak zwanego "starego wydziału" w 1864 roku zakopano legendarny złoty nocnik Romualda Traugutta z czasów powstania styczniowego, symbol powstańczej władzy, Liczymy, że w przypadku jego odnalezienia wydziałowy budżet otrzyma niezły zastrzyk finansowy. Sprawa nie jest tak prosta jakby się wydawało. Cywiliści studzą bowiem rozpalone nadzieje dziekana Tomaszewskiego. - Zgodnie z artykułem 143 Kodeksu Cywilnego własność gruntu rozciąga sie na przestrzeń nad i pod jego powierzchnią, ale tylko w granicach wyznaczonych przez społeczno-gospodarcze przeznaczenie tego gruntu - zauważa dr Kamil Zaradkiewicz z Instytutu Prawa Cywilnego - nie wiem jak w tej sytuacji należałoby potraktować kazus z nocnikiem, osobiście wydaje mi się że w kwestii tej powinien wypowiedzieć się Sąd Najwyższy. Nie wszystkim jednak towarzyszą tak głębokie przemyslenia. - Nocnik? - dziwi się Wiesław Łopatkiewicz, robotnik uczestniczący w pracach wykopaliskowych - na pewno dobrze byłoby go znaleźć. Nie trza by w kółko latać do kabiny ToiToi ustawionej przed Starym BUWem. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, w przypadku odnalezienia nocnika i spieniężenia jego wartości, wydział ma już skonkretyzowane plany inwestycyjne: - Chcielibyśmy zamówić miedziane popiersie prodziekana Petzla i ustawić je przed wejściem do budynku na Lipowej, aby w ten sposób upamiętnić jego kadencję - wyjawia swe zamierzenia dr Witold Konieczny, prodziekan ds. finansowych - nie zaszkodziłoby też zatrudnić profesjonalnych moderatorów przy wydziałowych forach internetowych, ci którzy są działają niekompetentnie i wycinają co ciekawsze newsy - dodaje. NOWE PRAKTYKI STUDENTÓW PRAWA!!! artykuł z 24 kwietnia 2005 roku "Im grubsze CV tym większe szanse zdobycie dobrze płatnej pracy po studiach." - donosi najnowszy Newsweek - "wiedzą już o tym studenci z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego i jeszcze w czasie studiów podejmują szeroko rozumiane praktyki w przedsiębiorstwach świadczących różnego rodzaju usługi. Niewielu jednak domyśla się jak daleko może sięgać pomysłowość przyszłego prawnika." - Kiedy przyszedł pierwszy z nich myślałam, że to jakiś żart - mówi Mariola Pucymuszla z szaletu miejskiego na stacji metra Centrum - dopiero z czasem nauczyłam sie doceniać ich zapał i konsekwencję w działaniu, znakomicie sprawdzają się w czyszczeniu wszelkich rodzajów wydzielin, dokładnie liczą pieniądze zostawiane przez klientów w okienku - chwali swoich praktykantów. Od trzech miesięcy warszawscy studenci prawa zdominowali bowiem miejskie szalety. Widok młodego i uśmiechniętego nicponia z pomarańczową książką z wydawnictwa C.H.Beck w okienku babci klozetowej nikogo już nie dziwi. Powszechnie chwaleni są za niespotykaną sumienność. - To dla mnie zupełnie nowe doświadczenie - chwali się Maurycy Szczurołap z II roku - pracuję po 14 godzin przez 4 dni w tygodniu i nigdy wcześniej nie miałem okazji obcować z tyloma nowymi ludźmi i ich najbardziej osobistymi sprawami. Ta praca sprawia mi prawdziwą radość, a kiedy nie ma klientów, z koleżanką z naprzeciwka, która obsługuje ubikację dla kobiet, rozmawiamy o najnowszym orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego - dodaje z dumą - dzięki temu nareszcie czuję spełniony jako człowiek i jako mężczyzna. - Wszelkie zaświadczenia o odbytych praktykach są cennym dokumentem, branym pod uwagę przy przyznawaniu stypendium Erasmusa - przyznaje dr Jakub Urbanik, koordynator programu na wydziale prawa - najwyżej oceniane są te, w których studenci mieli już kontakty z miedzynarodową elitą, obracali się w tak zwanym dobrym towarzystwie. To pewnie dlatego najwięcej podań o odbycie bezpłatnych praktyk w szaletach, studenci prawa składają na stołecznym lotnisku Okęcie. Jednak tylko najlepsi mogą liczyć na odbycie ich właśnie tam. - W zeszłym miesiącu odrzuciłam kilka podań w których student legitymował się średnią 4.7 - mówi nam Józfa Wodoleja, kierowniczka szaletów przy największym polskim porcie lotniczym - konkurencja jest duża, ale dzięki temu wiemy, że żaden z naszych klientów nie opusci kabiny niezadowolony, nie każdy może wszak spłukiwać wodę po Georgu W. Bushu. Gdy wyłączamy dyktafon dodaje: zresztą po nim to tak naprawdę lepiej nie wchodzić do kabiny przez godzinę. Wydaje się więc, że ziarno trafiło na podatny grunt. - Dla mnie to układ jak znalazł - zauważa Pucymuszla - przez miesiąc za darmo odbywają praktyki, a ja na koniec wystawiam im dokument poświadczający ich od-bycie. Najlepsi studenci mogą się pochwalić plikiem nawet 12 zaświadczeń o odbytych praktykach. Zdobyte przez nich doświadczenie, a także chęć do pracy pozwalają z nadzieją patrzeć na przyszłość Polski w Unii Europejskiej. - Jestem przekonany, że to pokolenie dostało szansę, jakiej my nigdy nie mieliśmy i mam nadzieję że ją wykorzysta - puentuje całe zjawisko prodziekan ds. studenckich Jacek Petzel. KONFERENCJA PRASOWA KARDYNAŁA ZAKRZEWSKIEGO artykuł z 20 kwietnia 2005 roku Wczorajszy artykuł o ujawnieniu tożsamosci kardynała in pectore wywołał burzę w naszej redakcji. Od rana nie milkły telefony. - To jakaś pomyłka - grzmiała sekretarka z Instytutu Historii Prawa - szefa faktycznie nie było w ostatnich dniach na wydziale, ale nie jest to związane z jego udziałem w konklawe - protestowała. W związku z zaistniałą sytuacją niedoszły kardynał zwołał wczoraj specjalną konferencję prasową. - Nigdy nie rozważałem możliwości kandydowania na urząd papieża - poinformował zgromadzonych dziennikarzy - przede wszystkim tak istotną decyzję musiałbym najpierw skonsultować z żoną - dodaje. Ta ostatnia nie chciała nam udzielić wywiadu. Tymczasem nie ustają domysły kim może być Andrzej Zakrzewski ujawniony w papieskich dokumentach. - Być może chodzi o innego pracownika naszego wydziału o tym samym imieniu i nazwisku, zmarłego przed kilku laty doradcy byłego prezydenta Lecha Wałęsy - zastanawia się dziekan Tomaszewski. - Wielka szkoda - konkludujeje ksiądz Longchamps - na tym urzędzie przydałaby się osoba, która pielęgnowałaby bardziej tradycyjne wartości. Osobiście uważam, że kardynał Ratzinger jest postacią o zbyt liberalnych poglądach. Gdy wyłączamy dyktafon, nie kryjąc wzruszenia dodaje: - Miałem nadzieję, że pod rządami papieża z wydziału, znawcy historii prawa, moglibyśmy przywrócić niektóre rozwiązania z doby średniowiecza, choćby stosy. Jedna z koleżanek wykładająca u nas do niedawna filozofię prawa idealnie nadawałaby się na pierwszy ogień... SENSACJA NA WPIA!!! artykuł z 19 kwietnia 2005 roku Jak donosi dzisiejszy "Fakt" w tajnych komnatach Jana Pawła natrafiono kilka dni temu na dokumenty wskazujące kogo ustanowił kardynałem in pectore. Wybór padł na profesora Andrzeja Zakrzewskiego z Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. - Nominacja "in petore" to częsty zabieg stosowany wówczas jeżeli osoba powołana na kardynała jest mocno kontrowersyjna - wyjaśnia prymas Polski kardynał Józef Glemp - mamy tu do czynienia z postacią barwną, ale bardzo oddaną sprawie - dodaje po chwili namysłu i zwątpienia. Tymczasem na Wydziale Prawa już pojawiły się pogłoski, że osoba profesora jest brana pod uwagę jeżeli chodzi o przyszłego następcę św. Piotra. - Osobiście uważam, że to świetna kandydatura - zwierza się ks.dr hab. Franciszek Longchamps de Berier - mam nadzieję, że pod jego rządami Kościół zwróci się z powrotem ku koncepcjom trydenckim, nawiązującym do bardziej tradycyjnej roli Kościoła i duchowieństwa w społeczeństwie, przeciwstawiającym się takim nieporozumieniom jak choćby edykt nantejski. Proszący o zachowanie anonimowości inny pracownik wydziału odnosi się jednak do tych słów krytycznie: - Mnie osobiście wydaje się że ksiądz doktor chętnie widziałby profesora w Watykanie gdyż liczy na objęcie po nim funkcji dyrektora Instytutu Historii Prawa. Poczekajmy na biały dym nad placem św. Piotra i pamiętajmy, że kto na konklawe wchodzi papieżem, ten wychodzi kardynałem - dodaje. Nie udało nam się porozmawiać z samym profesorem przed jego odlotem do Rzymu na konklawe. Z informacji uzyskanych od jego współpracowników wynika, że w przypadku wyboru, jedną z jego pierwszych decyzji będzie dopuszczenie do kapłaństwa kobiet. NASZE CELE I ZAŁOŻENIA Witamy Was drodzy czytelnicy na stronie internetowej poświęconej Wydziałowi Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Na stronie tej będziemy zamieszczać wszelkie informacje dotyczące wydziału opublikowane w szeroko rozumianej prasie. Chcemy aby stała się (ta strona) swego rodzaju agorą, zbiorem wszelkich istotnych spostrzeżeń poczynionych przez żurnalistów na temat studiów prawniczych na Uniwersytecie Warszawskim. Chcielibyśmy przy tym wzorować się na niekwsetionowanych autorytetach dziennikarskiej żetelności, takich jak choćby Jacek Fedorowicz. Ciągle kompletujemy nasz zespół stąd wszelkie osoby chętne do współpracy prosimy o kontakt pod adres e-mailowy apolinary_baj@gazeta.pl. W przyszłości do naszych artykułów chcielibyśmy dołączyć różnego rodzaju fotoreportaże. Startujemy z małym poślizgiem, stąd część artykułów opublikowanych dziś, a dostępnych wcześniej na forum wydziałowym straciła już na aktualności. Tym niemniej zachęcamy do zapoznania się z ich treścią. Mogą być bowiem źródłem cennej wiedzy o wydziale prawa. zapraszam do pozostania z nami na dłużej |